Sunday, November 2, 2008

Kim jest dziennikarz obywatelski?

Z ciekawą próbą dookreślenia definicji dziennikarza obywatelskiego spotkać się można na tym blogu.

Osobiście proponuję taką:

- To osoba, który, w odróżnieniu od dotychczasowych reprezentantów zawodu, określanych przepisami ustawy o Prawie prasowym, utrzymuje się z działalności na polu innym niż mass media, a swoje spostrzeżenia na temat otaczającej go rzeczywistości przekazuje w formie materiałów, w celu rozpowszechnienia, korzystających z nowoczesnych form komunikacji masowej - internetu, sieci intranetu i periodyków w postaci newsletterów, mailingu, a nawet mailingu nieukierunkowanego.

25 komentarzy do “Kim jest dziennikarz obywatelski?”

  1. Maciek

    Dosyć zgrabna definicja, ale powstaje pytanie: czy - wobec tego - dziennikarzy obywatelskich nie obowiązują zapisy ustawy o Prawie prasowym (oczywiście pomijamy wszelkie przepisy dotyczące zarobków, praw pracowniczych, podwładności służbowej, itp…)?

    W rozumieniu tak skonstruowanej definicji każdy blogger jest także dziennikarzem obywatelskim. Czy zgadzasz się z tym, Tomku?

  2. Jola

    Mam kilka uwag, Tomku.
    Piszesz:
    “- To osoba, który (która - przy. red.), w odróżnieniu od dotychczasowych reprezentantów zawodu, określanych przepisami ustawy o Prawie prasowym, utrzymuje się z działalności na polu innym niż mass media…”

    1. Znamy osoby, które utrzymują się z ww. działalności i piszą w Wiadomościach24.pl, nie mówię oczywiście o Redakcji.
    2. A co ze studentami? Uczniami?

    “…a swoje spostrzeżenia na temat otaczającej go rzeczywistości przekazuje w formie materiałów, w celu rozpowszechnienia…”
    1. To chyba nie jedyny cel?

    “… korzystających z nowoczesnych form komunikacji masowej…”
    1. Powinno chyba być - korzystając…
    “…z nowoczesnych form komunikacji masowej - internetu, sieci intranetu i periodyków w postaci newsletterów, mailingu, a nawet mailingu nieukierunkowanego”.

  3. Marta

    No to już wiemy, jak Ty definiujesz sobie dziennikarzy obywatelskich. Definicja niezbyt precyzyjna i chyba napisana na szybko, bo z błędami, ale ja nie o tym.

    W świetle swojej własnej definicji Ty - Tomek Kowalski - zatrudniony przez korporację medialną, nie jesteś dziennikarzem obywatelskim.
    Co w takim razie robisz tu, na stronach SDO?
    Albo może raczej należałoby zapytać, czym jest Stowarzyszenie Dziennikarzy Obywatelskich, skoro można w nim działać, wcale się za dziennikarza obywatelskiego nie uważając?

  4. innewidoki

    zaprezentowana tu definicja jest niepełna, by nie powiedzieć, niekompletna, a może nawet z gruntu nieprawdziwa.

    zaproponuję swoją, ortodoksyjną, do dyskusji:

    dziennikarz obywatelski - osoba tworząca materiały prasowe w formie tekstów, zdjęć, filmów lub materiałów dźwiękowych. materiały te obejmują szeroko pojętą sferę newsów jak i publicystyki. zatem w tej konwencji dziennikarz obywatelski nie różni się niczym od dziennikarzy - nazwijmy ich - zawodowymi. co za tym idzie, obejmują go wszelkie zapisy prawne zawarte w kodeksie cywilnym karnym jak i ustawy prawo prasowe.
    dziennikarz obywatelski - i tu pojawiają się różnice względem zawodowstwa - działa non profit, na własną rękę i na własną odpowiedzialność, z własnej potrzeby intelektualnej i społecznej. dziennikarz obywatelski publikuje współcześnie najczęściej za pomocą internetu choć nie jest to regułą. osoba taka działa samodzielnie lub w asocjacjach utworzonych przez innych dziennikarzy obywatelskich z zachowaniem zasady non profit.
    dziennikarzem obywatelskim nie jest zatem osoba, która świadczy darmowe usługi korporacjom medialnym lub jakimkolwiek innym prowadzącym za pośrednictwem idei dziennikarstwa obywatelskiego działalność gospodarczą. platformy publikacji DO są zawsze non profit, utrzymują się z zasobów twórcy lub twórców. to główna i pierwotna zasada DO.
    dziennikarz obywatelski w ważnych społecznie sprawach decyduje o zasadności łamania prawa obowiązującego w danym kraju, zwłaszcza w sferze dostępu do informacji. dziennikarz obywatelski sam ponosi odpowiedzialność i nie jest związany zapisami ustalanymi przez komercyjne grupy wpływów.

    w uzupełnieniu:
    dziennikarzem obywatelskim może być bloger zajmujący się tematyką społeczną, polityczną lub kulturalną i gospodarczą, wytwarzający treści społecznie użyteczne. blogerzy opisujący swoje życie prywatne w prywatnym kontekście i wymiarze mogą się ubiegać o miano literatów lecz dziennikarzami nie są.

  5. Tomasz Kowalski

    Może napiszę, dlaczego wracam do definicji dziennikarza obywatelskiego. Otóż trwają naprawdę intensywne prace nad zmianą Prawa Prasowego. Prowadzą je m.in. Izba Wydawców Prasy, Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich, jak i PiS. Projekty te, w wielu punktach sprzeczne, postaram się wkrótce przedstawić. Podczas spotkania w tej sprawie, zorganizowanego przez Ministerstwo Kultury i dziedzictwa Narodowego starałem się (to może odpowiedź dla Marty - co ja tu robię) uzmysłowić obecnym tam osobom istnienie potężnego już nurtu dziennikarstwa obywatelskiego. I nakłonić do uwzględnienia tego faktu w dalszych pracach nad zmienianą - być może już niedługo - ustawą. Nikt jednak za nas tego nie zrobi. Stąd proponuję by zabrać się za tworzenie własnego projektu Prawa Prasowego. Takiego, który najlepiej odpowiadałby potrzebom DO. Jednym z elementów powinna być, jak sądzę, spójna definicja dziennikarza obywatelskiego.

  6. innewidoki

    tak naprawdę definicji sormalnej stworzyć się nie da. bowiem nurt DO wymyka się próbom sformalizowania. oczywiście, dzialające w Polsce mainstreamowe serwisy “DO” próbują zawłaszczyc w celach komercyjnych ten nurt, jednak nie jest to do końca możliwe, ponieważ zawsze będą funkcjonować dziennikarze obywatelscy, działający na własną rękę, poza formalnymi strukturami. jaki nadać im status prawny?

  7. innewidoki

    definicji formalnj - miało być

  8. Tomasz Kowalski

    Na szczęście nikomu nie przychodzi do głowy, (zresztą koncepcja taka byłaby idiotyczna) by wykonywać jakieś gesty, mogące się kojarzyć z zawłaszczaniem określenia “dziennikarz obywatelski” dla tych, którzy publikują na łamach profesjonalnie tworzonych serwisów. Przecież poza “mainstreamowym” nurtem, czyli poza etatem w redakcjach gazet, tv i radia też jest sporo freelancerów. I działają całkiem sprawnie. Najczęściej jednak posługując się jakimś dokumentem, świadczącym o ich związku z redakcją. Bądź wychodzą takie “kwiatki” jak konieczność zbierania pieniędzy wśród czytelników, by wyjechać na dobry reportaż, którego koszty przekraczają spodziewane honoraria…

    Maćku, ja sądzę, że “bloger” to często także dziennikarz o ile (i tego mi teraz we własnej definicji brakuje…) pisze z zachowaniem wymogów, jakie Prawo prasowe stawia przed materiałami dziennikarskimi. To jest m.in. wymóg staranności (mniejsza - szczególnej, czy nie) i dążenia do prawdy.
    Maciek, liczę na Twoją pomoc!

  9. innewidoki

    że się wtrącę ponownie - profesjonalnie tworzone serwisy, np. wiadomosci24.pl zawłaszczają właśnie w sposób, moim zdaniem nieuczciwy, pojęcie DO. jestem nawet przekonany, że zależy im na skanalizowaniu, skomercjalizowaniu i zmonopolizowaniu tego oddolnego ruchu. dlatego zawsze będę uważał, ze ktoś, kto działa na rzecz komercyjnego koncernu nigdy nie będzie DO.
    dziennikarz obywatelski bowiem nie świadczy pracy na czyjąś rzecz (chyba że społeczności lokalnej lub globalnej), nawet jeśli mu za to nie płacą. dziennikarz obywatelski tworzy informacje ważne, istotne, ale zawsze non profit. a twórcy oddolnych platform internetowych DO o ile nawet utrzymują swoje sieci ze składek, to sami prywatnych zysków z tego nie mają.

    no to by bylo na tyle. nie zawracam już :)

  10. Tomasz Kowalski

    Popytaj ludzi piszących w serwisach DO. Ciekaw jestem, czy znajdziesz kogoś, kto ci powie, że pisze “na rzecz koncernu”. Każdy pisze dla siebie i dlatego, że uważa to, o czym pisze za istotne z jakiegoś względu. A jeśli uważasz, że oddanie doskonale pozycjonowanego i drogiego w utrzymaniu miejsca dla publikacji materiałów dziennikarzy obywatelskich jest tylko objawem wyzysku, to właściwie nie mamy o czym mówić.
    Moim zdaniem, póki taka możliwość istnieje, trzeba z niej korzystać. No, chyba, że ktoś - zamiast zyskiwać dla tego, o czym pisze dziesiątki, setki, dziesiątki tysięcy czytelników (a czymże jest dziennikarstwo bez odbiorcy?) - woli siedzieć w kącie. Proszę bardzo. Na tym jednak polega urok internetu. Jest tak wielki, że każdy znajdzie tu swe miejsce. Daleko lub blisko siebie.

  11. innewidoki

    pitu pitu “A jeśli uważasz, że oddanie doskonale pozycjonowanego i drogiego w utrzymaniu miejsca dla publikacji materiałów dziennikarzy obywatelskich jest tylko objawem wyzysku, to właściwie nie mamy o czym mówić.” nie mamy o czym mówić :)

  12. Maciek

    Dyskusja robi się ciekawa i inspirująca.

    Uważam, że propozycja Darka (innewidoki) także warta jest przedyskutowania.

    Na razie doszliśmy wspólnie do tego, że w definicji trzeba zawrzeć wzmiankę o Prawie prasowym. Czyli: DO to także “osoba pisząca blog”, która w swej działalności publicystycznej (blogerskiej) trzyma się zasad określonych w Prawie prasowym, w szczególności staranności, bezstronności i dążenia do prawdy.

    A co, Tomku, z pytaniem Joli: studenci dziennikarstwa, praktykanci, itp…

    A co, Tomku, z pytaniem Marty: czy pracownicy zatrudnieni (pracujący zawodowo) w redakcjach tak zwanych serwisów DO, są dziennikarzami obywatelskimi?

  13. T. Kowalski

    Pytanie, czemu formalnie odróżniać działalność publicystyczną od “blogerskiej”. I jak ją odróżnić? Bo tego się nie podejmę. Podział wedle formy serwisu bądź strony na której się publikuje (i właśnie fakt publikowania w największym stopniu tworzy dziennikarza), nie ma przecież żadnego znaczenia. To jakby dzielić dziennikarzy wedle tego, czy notatki z rozmowy robią długopisem w brulionie, czy nagrywają swego rozmówcę. No, jak się na to patrzy z boku, różnica jest. Ale czy istotna dla natury dziennikarstwa?

    Dziennikarz obywatelski, publikujący materiały o bieżących wydarzeniach w dużym serwisie, w związku z tym faktem ani na jotę nie jest “lepszy” ani “gorszy” (co najwyżej bardziej lub mniej popularny i częściej lub rzadziej czytany) od DO piszącego na blogu, czy w piśmie własnym sumptem drukowanym w dwustu egzemplarzach.

    Jednym słowem - ważny jest fakt publicznego dzielenia się materiałami spełniającymi określone w Prawie prasowym kryteria dziennikarskie. I nie pobierania za to wynagrodzenia. Tak jak ja, zatrudniony w serwisie, nie dostaję grosza za to, co tu piszę lub pokazuję. Inni, poza publikowaniem, zarabiają jako lekarze, kierowcy, próbują przeżyć z emerytury.

    A może warto wrócić do koncepcji Janka Kłosowskiego, który pisze na swym blogu (do którego odwołuję się w pierwszym wpisie), że “w nowym prawie prasowym postuluję skupić się na dobrej ogólnej definicji dziennikarstwa, a wtedy z dziennikarzem obywatelskim nie będzie kłopotu większego niż z dziennikarzem sportowym.”

  14. Jola

    Podpisuję się pod tym:
    “…jestem nawet przekonany, że zależy im na skanalizowaniu, skomercjalizowaniu i zmonopolizowaniu tego oddolnego ruchu. dlatego zawsze będę uważał, ze ktoś, kto działa na rzecz komercyjnego koncernu nigdy nie będzie DO.
    dziennikarz obywatelski bowiem nie świadczy pracy na czyjąś rzecz (chyba że społeczności lokalnej lub globalnej), nawet jeśli mu za to nie płacą. dziennikarz obywatelski tworzy informacje ważne, istotne, ale zawsze non profit”.
    Dodam:
    Ktoś, kto pisze w takich profesjonalnych serwisach, nigdy nie będzie wolny, bo tam zawsze ktoś za sznurki pociąga, prawda?

  15. Maciek

    Moje uwagi:

    1. Dziennikarz obywatelski publikujący w korporacyjnych mediach jest nadal - moim zdaniem - dziennikarzem obywatelskim. Jak nazwać całą masę publikujących w Ithink, Interii360, czy w24?
    Natomiast serwisy te nie są serwisami dziennikarstwa obywatelskiego.

    2. Zawodowcy zatrudnieni w takich mediach nie są dziennikarzami obywatelskimi. Nieważne, że tu piszesz za darmo, Tomku - Ty nie jesteś dziennikarzem obywatelskim, jesteś pracownikiem korporacji, którego zadaniem jest przyciągnąć do produktów tej korporacji jak najwięcej klientów. To nie ma nic wspólnego z dziennikarstwem obywatelskim - zgodzisz się chyba z tym?

    3. Pisząc o blogerach nie miałem zamiaru tworzyć podziałów w oparciu o platformę, na jakiej dany DO publikuje.
    Chciałem natomiast w jakiś sposób oddzielić dziennikarzy (obywatelskich) od ludzi piszących o swoich pieskach, kotkach, strumyczkach i pierwszych pocałunkach… Bo to trzeba zrobić. Nie można założyć, że każdy człowiek piszący bloga jest dziennikarzem - bo to po prostu nieprawda. Myślę, że propozycja biorąca pod uwagę działalność zgodną z wymogami Prawa autorskiego, jest słuszną koncepcją.
    Ale z drugiej strony:
    - zdarza się, zawodowi dziennikarze nie przestrzegają Prawa prasowego - czy w związku z tym przestają być dziennikarzami?
    - co zrobić z blogerem, który uznawany jest za dziennikarza (obywatelskiego), a w pewnym momencie pisze jakiś nierzetelny, tendencyjny, nieprawdziwy tekst? Czy przestaje wówczas być dziennikarzem (obywatelskim)?

  16. T. Kowalski

    O, rany :) Dobra, szkoda czasu. Idę kanalizować, komercjalizować i… co tam było? Niech zerknę. A! Monopolizować.

  17. Maciek

    Ucieczka nie służy rozwojowi dyskusji, Tomku.

    To znamienne, że kiedy pojawiają się głosy, które nie pasują do koncepcji, znikasz… zamiast rozmawiać. Ale to Twój wybór.

  18. Jola

    Dobrze, podam przykład ze swego podwórka, który mi taką refleksję właśnie podsunął: http://www.gazetalubuska.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20081117/POWIAT04/954425331

  19. Tomasz Kowalski

    Jolu, nie pochwalasz relacjonowania wypadków przez DO czy też, załączając ten link, zwracasz raczej uwagę na poziom relacji?

    Maciek, to żadna ucieczka. Po prostu - co najtrafniej oddał Janek - mamy tu stworzyć własną definicję DO. I świetnie, że są wszystkie, najbardziej nawet kontrowersyjne wpisy. Widzę co zostało nam przekazane. Przyjmuję do wiadomości. Wręcz chłonę.

    Jeśli jednak ktoś chce podchodów i wojenek z korporacjami, niech działa turla po innych wzgórzach. Mnie szkoda czasu na tego typu kampanie. Wolę robić swoje niż jęczeć nad cudzym. A dyskusje kim jestem bądź nie… Sam wiem kim jestem i dokąd mnie ciągnie. Nie potrzebuję więc przewodnika. Szukamy partnerów.

  20. Maciek

    OK, w takim razie wycofuję moje słowa dotyczące Twojej osoby. Były niepotrzebne - przyznaję.

    Zatem mój wkład do definicji DO brzmi:
    Uważam, że pracownicy serwisów tzw. dziennikarstwa obywatelskiego prowadzonych przez koncerny medialne, nie są dziennikarzami obywatelskimi. Podobnie studenci dziennikarstwa i praktykanci takich serwisów - to też nie są dziennikarze obywatelscy.

    Co Ty o tym sądzisz?

  21. Jola

    Uważam, że to tani chwyt. Ale ładnie brzmi (MoDO - Mobilny Dziennikarz Obywatelski). Przyślij nam materiał - będziesz dziennikarzem obywatelskim.
    Dziennikarzem nie może być każdy, kto ma odpowiedni sprzęt i znalazł się we właściwym miejscu.
    Honorarium za materiał bierze (tak mi się wydaje) dziennikarz zawodowy, który to ładnie (tu widać, że może być i nieładnie) poskłada.
    Ale są i ciekawsze perełki (np. Henryk Sienkiewicz wielkim poetą był):
    http://www.gazetalubuska.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20081116/LUBUSKA_24/901730234

  22. Tomasz Kowalski

    Maciek, definicja służy raczej określeniu czym jest dane zjawisko. A nie opisywaniu - czym ono nie jest. :)

  23. Maciek

    Definiujemy dane zjawisko także poprzez eliminowanie składników, które nie wchodzą w jego zakres.

    Jak - innym sposobem - mamy wykluczyć z definicji DO dziennikarzy zawodowych. Sam napisałeś w swojej propozycji: “To osoba, który, w odróżnieniu od dotychczasowych reprezentantów zawodu…”, co znaczy dokładnie: “Nie są to dotychczasowi reprezentanci zawodu…”

    Moja propozycja, w takim ujęciu, brzmiałaby: “To osoba, która, w odróżnieniu od dziennikarzy zawodowych zatrudnionych w korporacyjnych serwisach DO oraz od praktykantów i studentów dziennikarstwa…”
    :)

  24. Beata

    Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że dyskusja kręci się w kółko. I to tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że nie ma szans na sensowną definicję pojęcia, które jest sztuczne i pozbawione wewnętrznej logiki.

    Słownik języka polskiego (do czegoś trzeba się odnieść) informuje: dziennikarz - absolwent wydziału dziennikarskiego, osoba pisująca zawodowo artykuły do pism, pracująca w redakcji prasowej, radiowej lub telewizyjnej. Wiem, wiem. Czasy się zmieniają, definicje także - dziś w redakcjach pełno jest osób, które nie ukończyły wydziału dziennikarskiego. Fakt (bez aluzji). Pozostaje druga część definicji, sytuująca dziennikarza w obszarze działań zawodowych.

    Jeśli się do tego doklei tak pięknie brzmiący atrybut “obywatelski” otrzymujemy hybrydę, z którą - jak widać - nie bardzo wiadomo, co zrobić.

    Dlatego uparcie powtarzam: nie ma czegoś takiego jak dziennikarz obywatelski. Są obywatele, którzy aktywnie uczestniczą w obiegu informacji, nie tylko ją odbierając, ale i tworząc i rozpowszechniając różnymi dostępnymi kanałami.

  25. Jola

    W świetle podanego wyżej przykładu, dorzucę do propozycji Maćka:
    …to osoba, która ma wiedzę ogólną przynajmniej na poziomie absolwenta szkoły średniej oraz potrafi samodzielnie i poprawnie zredagować tekst…

Wypowiedz sie